wtorek, 4 sierpnia 2015

003. Poznasz mordercę po stroju jego! 1/3


Dzień dobry!
Dzisiaj analiza która miała się pojawić dawno temu, ale zaatakował nas amok z opka.
Będzie o duchach, niezdecydowanym narratorze i...o braku sensu.
Analizowały: Owca

http://dziennikducha.blogspot.com/


Chcę was od razu powiadomić, że to nie będzie kolejne romansidło o wampirach czy wilkołakach, żaden kolejny dubler zmierzchu czy pamiętników.
  Dajcie mi zgadnąć co to będzie.... już wiem... dramat!
To będzie coś wymyślonego spontanicznie i paranormalnie!
  Eee...rozumiem, że ałtoreczkę natchneły duchy do napisania tego?
Jeśli każde z nas zastanawia się jak to jest umrzeć i co dalej się z nami dzieje to dobrze, to ludzka reakcja spowodowana głównie lękiem.
Lękiem przed pozbawianymi logiki oraz składni zdaniami, ot co.
Każdy ma swoje wymysły, a ja zamierzam wam przedstawić mój własny pomysł.
Czyli z tego wynika, że ałtoreczka jest jednocześnie główną boChaterką...Ciekawie.
Jeśli was zaciekawi to dobrze, a jeśli znudzi to trudno- życie.
Jeśli będzie to dla was nudne, to znaczy, że macie umrzeć!
Mam wielką nadzieję, że moja amatorszczyzna zostanie jakoś doceniona, chociaż nawet na to nie liczę. 
Piszę to tylko dla zasady. WCALE nie chodzi mi o komcie.
Piszę dla przyjemności, nie ukończyłam żadnych wyższych studiów itp związanych z pisaniem. Studia pisarskie? WYŻSZE? 



Mogę płakać, lamentować, krzyczeć- tylko po co?
  Zazwyczaj jest to sposób uwalniania emocji u człowieka. Tylko po co uwalniać emocje, skoro można być nieczułą skałą?
Za każdym razem kiedy myślę w jakiej znalazłam się sytuacji mam ochotę coś rozszarpać, albo kogoś zabić.
  Rozszarpanie kogoś byłoby już kłopotliwe i niewykonalne.
Wiem, że w moim przypadku to normalne, ale nie mogę pozwolić sobie na utratę resztek świadomości. 
Ilu świadomości?
Dlatego od dzisiaj mój drogi pamiętniku będziesz wysłuchiwał każdego mojego zwierzenia.
Dzisiaj zjadłam na obiad pyzy, a wczoraj zabiłam człowieka.
Nie oczekuję, że mi to w czymś pomoże, ale mam pewność że jeśli zamieszczę tutaj moje wszystkie wspomnienia to nie zatracę siebie.
Z zatracaniem przecinka i składni to już za późno. 
Najtrudniejsze będzie tylko to, aby pamiętać żeby do ciebie zajrzeć.
W chwili gdy moje serce przestało bić, a chłód stał się mym cieniem obrałam drogę ku znalezieniu prawdy. Co mnie teraz czeka?
Mnie nie pytaj. Jesteś w opku.
Tu się może zdarzyć wszytko.Dlaczego nie znalazłam swojej latarki, promyczka, tęczy która miałaby mnie powieźć ku niebu. Jestem pewna, że niebawem wszystko się wyjaśni.

Marzeniem każdego wierzącego człowieka jest odnalezienie pozagrobowego szczęścia. W przypadku Pati było inaczej, ona wręcz nie wierzyła w to, że życie kiedyś się skończy.
Oczywiście, była jedynym wyjątkiem, który nie emował w kąciku i nie myślał, że może umrzeć. *wraca rozmyślać o śmierci*
 Była młoda, zakręcona i wiecznie zajęta imprezowaniem.
Pewnie pusto było u niej na imprezach, skoro reszta myślała o śmierci.
 Jak to studentka z dobrego domu, która nigdy nie narzekała na jakiekolwiek braki.
  Tym domem  był Gryfindor, tak?
Życie było jak z bajki, a zrezygnować z niego nie zamierzała nigdy.
Od poczęcie przecież nie spotkała jej żadna krzywda, bo było to dziecko chowane pod różowym kloszem. 
Coś się jednak wydarzyło.
  No shit Sherlock. TO jest opko więc ciężko by było by fabuła nie miała chociaż jednego "Coś się jednak wydarzyło".
Przez ostatnie dwa tygodnie czuła na sobie czyjś wzrok, miała wrażenie że coś podąża jej tropem niczym skradająca się pantera, która miała ochotę wbić swe zębiska w szyję jakiegoś jelonka.
  Dziwne było to, że owa pantera miała na to ochotę - jak wiadomo tego rodzaju drapieżnicy żywią się tylko sałatą. 
Nie czuła strachu, a przede wszystkim starała się ignorować swój instynkt bo któż przecież mógł chcieć jej krzywdy.
Wszyscy przecież pragną by Pati była szczęśliwa! Gwałciciele, mordercy i inne szuje miały na nią bana.
Szkoda tylko, że nie zdawała sobie sprawy z tego, że psychopaci, ani śmierć nie potrzebują powodów by zabrać czyjeś życie.
Ta.Dziweczyna.Była.Na.Studiach. Mimo to, mogę wywnioskować, że mentalnie ma 5 lat.
Pewnej nocy po imprezie na której trochę się spiła wracała do domu, samiusieńka.
Jej prywatni lokaje zostali wysłani, na jednodniowy urlop.
Naiwna nie zdawała sobie sprawy z tego, że ktoś może to wykorzystać.
Oczywiście ten ktoś, zaplanował sobie polowanie na konkretnie TĘ dziewczynę. Włożył jej do torby GPS, zamontował w jej książniczkowej rezydencji kamery, sprawdzał grafik jej służby tylko po to aby ją zabić. 
Droga do domu prowadziła przez ciemne uliczki, wąskie, głuche, zimne i przerażające.
  Głuche uliczki? No patrzcie, muszę być ślepa skoro nigdy nie widziałam uliczkowych uszu. A może jej chodziło o monitoring osiedlowy?
  Amok (AMOK? Serio? Ciocia wikipedia proponuje to: Amok – szał, stan niekontrolowanej emocji połączonej z żądzą mordu. Określenie to pochodzi od malajskiego/indonezyjskiego/filipińskiego słowa amuk, oznaczającego „oszalały z gniewu”) alkoholowy jednak nie pozwalał jej zauważać czyhającego niebezpieczeństwa, które czaiło się tuż za wielkim zielonym śmietnikiem, który odbijał od swojej metalowej pokrywy jedynie mały blask lampy, która niby wisząc na ścianie bloku miała oświetlać wąską uliczkę.
Szkoda, że ta lampa nie niby stała, bo zazwyczaj lampy są z chodnika. Nie ze ściany bloku.
Może i oświetlała, ale tylko mały teren.
 Może oświetlała, ale boCHaterka była niewidoma, więc nie wiedziała o tym. Ewentualnie narrator był niezdecydowany. Ja bym powiedziała, że na pewno nie oświetlała mózgu boChaterki, który był w amoku po alkoholu.
Rozpuszczone ciemne włosy falowały na zimnym wietrze rozsiewając zapach jej różanych perfum (Wcale nie pomyślałam sobie,że te włosy rozsiewają zapach śpiewając: Let it go!), a nieco drżące nogi wbite w czarne szpile zdradzały, że jest raczej zmęczona tańcem i w dodatku alkohol działał w tym momencie obezwładniając.
Alkohol rzucił się na nią wbijając ją w buty niczym zawodowy zapaśnik.
Niby czarne (ale jednak zielone) oczy rozglądały się po terenie, ale umysł dostrzegał wszystko z lekkim opóźnieniem, dlatego też nie mogła zareagować w żaden sposób na nadchodzący atak nieprzyjaciela chowającego się w ciemnym kącie. Skąd ta pewność, że to był nieprzyjaciel? Zawsze mógł być to miś Yogi chcący się przytulić...Swoją drogą skoro boCHaterka była w amoku, to dlaczego nie zaatakowała?

Mężczyzna ubrany w czarny płaszcz jak i zarówno buty, a także spodnie podążał za swoją ofiarą już dość długo.
Patrzcie, no, jaki porządny. Miał płaszcz, oraz o dziwo buty i spodnie! 
To w jakim jego cel był stanie dawało mu przewagę i szybko prześcignął jej kroki mogąc zastawić łdnia do domu.
 Pogubiłam się w tym zdaniu. Skąd było wiadomo, że to mężczyzna, skoro lampa ze ściany oświetlała tylko niewielki teren? 
Tym razem nie pomylił się znając jej naiwność i obojętność wobec wszelakich zagrożeń.
Mary Sue zawsze taka jest. Można by rzec- ofiara idealna. Nie idealną byłaby niepomalowana i o innym zapachu perfum.
Czekał chwilę, aż Pati podejdzie wystarczająco blisko, aby wyciągnąć srebrny sztylet i jednym szybkim ciosem dźgnąć w pierś.
O ile dobrze zrozumiałam on się chował w ciemnym koncie za śmietnikiem. Śledził ją od momentu jej wyjścia z imprezy, ale zaczaił się przed nią i czekał aż podejdzie do tego śmietnika, pewnie po to by obudzić bezdomnego. W końcu była w amoku, więc wszystko możliwe. Morderca obserwował jej poczynania przez podejrzewam naprawdę długi czas, tylko po to by RAZ ją dźgnąć. Ale wybredni się zrobili w obecnych czasach.
Duże onyksowe oczy rozszerzyły się w zdziwieniu, a ofiara opadła w ramiona kata.
Ona miała w tych oczach klejnoty? W sumie nie ma się co dziwić, musiały błyszczeć tak mocno, że najmocniejsza latarka była przy nich niczym.
Pantera zatopiła kły w swoim jelonku po długim okresie śledzenia, knucia i ogarnięta teraz wielkim podnieceniem.
Pati miała rogi, że była jelonkiem? A morderca kanibalem? Teraz to się staje bardziej logiczne dlaczego mężczyzna śledził ją tak długo. W końcu powszechna prawda: Im bardziej niewinna Mary Sue, tym smak lepszy.
Dziewczyna czuła przez chwilę mrowienie w opuszkach palców, a następnie kaszlnęła wypluwając z ust krew prosto na czarny kołnierz napastnika.
To w tych opuszkach zbierała się magia rozumiem? Nie zdziwię się, że za chwile ten morderca weźmie chusteczkę i zacznie się wycierać. 
Czuła jak jego silne ręce owijają jej ciało niczym splecione, grube sznury.
  Phi...Sznury?  Pnącza lepsze! 
Nie mogła się ruszyć, a ból zaczął promieniować z tego jednego miejsca. 
Skupioną wiązką wypalając dziurę w chodniku.
- Cii...- usłyszała szept, który z jakiegoś powodu złagodził jej ból.
-Leż spokojnie abym mógł zjeść twoje flaczki!- poprawił się morderca.
Jej pełne zdziwienia oczy wpatrywały się w szyję nieznajomego, a ciało zostało opuszczone na zimny bruk. Czuła zapach mocnych, męskich perfum, a następnie wzniosła wzrok wyżej by dostrzec ten wredny blady uśmiech.
Nie było szans, żeby takie coś równało się z jej wiązką bólu. Co to to nie!
Nim jednak spróbowała cokolwiek powiedzieć jej serce stanęło, a w myślach brzmiało tylko jedno słowo. "Piękny".
  Och tak, człowiek upaprany we krwi która musiała jej trysnąć z piersi, naprawdę musiał zdobyć w tym momencie tytuł najpiękniejszego mężczyzny na świecie.
Tutaj można byłoby rzec, że to był jej koniec jednak ku jej zdziwieniu otworzyła oczy, a minęła może sekunda, albo dwie.
  Oczywiście,że nie mógł być to jej koniec, ponieważ to opko o duchu, a zamienienie się w zjawowego jelonka trwało chwile moment!
Nie czuła jednak ani bólu, ani mrowienia co sprawiło iż zaczęła myśleć, że to wszystko jej się przyśniło i leży teraz w swoim łóżku.
To był jej najlepszy sen, z najprzystojniejszym mężczyzną świata!
Tak jednak nie było, albowiem  to jest opko próbując wstać poczuła pod ręką zimny bruk z którego piasek i drobne kamyczki wbijały się w wewnętrzną część dłoni.
Zdziwiła się tym bardzo, ponieważ jako Mary Sue spodziewała się ogrzewanego i czystego podłożą, aby mogła na nim ulokować swoje zacne cztery litery.
Zauważając ten fakt zaczęła szybko wstawać otrzepując swoje obcisłe spodnie z brudu.
To teraz było jasne dlaczego się dziwiła dlaczego morderca miał spodnie. Każdy bowiem dostawał jedną parę na całe życie a jak wyrośniesz nie ma rady -łazisz z gołą dupą.
Gdy tylko skończyła, rozejrzała się i dostrzegła mężczyznę ubranego w ciemny płaszcz, pochylającego się nad kimś.
Poznasz morderce po stroju jego! To znaczy: zawsze ale to zawsze ma czarny płaszcz.
W mig przypomniała sobie sytuacje sprzed chwili gdy wmawiała sobie, że to tylko był zły sen, koszmar, nic znaczącego. 
A ja wmawiam sobie, że to zdanie ma sens.
- To jakiś nonsens.- mruknęła pod nosem, a jej wymalowana twarz ukazywała zmieszanie.- To był sen, prawda? To dalej trwa... Ej koleś!
O nie, nie kochaniutka. Nonsens nie jest synonimem słowa "beznadziejne". Jest to zestawienie słów, nie mających sensu np.: Kwiaty lub siać śpiewa dusz i ciąć. Och, a więc można tak określić każde dzieło ałtoreczkowskie.

poniedziałek, 12 stycznia 2015

002. Chmury gotki

Pojawia się dziś dość spóźniona analiza, jednak zrozumiecie, że szkoła dość dużo wymaga(plus jest już zakończenie półrocza). Przejdźmy teraz do przyjemniejszej rzeczy(jak dla niektórych) - nowego opowiadania.
Analizowały: Owca i Tali(pojawiam się jakieś dwa razy, ale nadal to analiza wspólna:D)

Autor: Julie
Blog: BLOG
Od ałtorki:
Oto historia INSPIROWANA twórczością Tolkiena! Zostały zmienione nazyw i krajobraz, ale jest to pod bardzo mocnym wpływem.
Pod bardzo słabym wpływem byłoby to zmienienie stylu ubierania postaci.

Słońce zachodziło na horyzoncie.
Surowe ostre skały zostały zalane złoto-szarym blaskiem.
Jestem ciekawa jak dalej się to rozwinie, skoro ałtorka już na początku podtopiła niczego winne skały!
 Jezioro w którym zostały osadzone poczerniało jeszcze bardziej.
 Zmieniło kolor z jasnego czarnego w ciemną czerń. Czujecie mrok?
Od strony jasnych, płaskich gór na chodziła mleczna mgła skąpana w żółty blasku.
Surowe skały pod wpływem mgły zmieniły się w płaskie góry. Robi się coraz ciekawiej.
Chmury coraz bardziej zbliżały się w stronę jasnego słońca.
Chmury miały nóżki i robiły z nich pożytek.
Ciekawe ile jeszcze będzie wymienionych kolorów?
 Gdy ostatni, cieniutki jak nitka blask zniknął za horyzontem, a mroczne culumbusy zasłoniły niebo Nimrod obudził się.
Narrator wywnioskował, że chmury są mroczne z tego, że wyglądały jak  gotki. Krzyże, mroczne makijaże i podobne... Jestem bardzo ciekawa jakiego wspomagacza ałtorka użyła przed napisaniem tego.
 Aby jasność dnia nie przeszkadzała mu zbytnio leżał pod skałą.
W tym momencie podniósł ją tym samym wydostając się z pod niej. 
Jezioro nie dotknęło zbytnio tej gleby.
Jezioro miało rączki i dotykało wszystko co mogło, jednak ta sprytna gleba uciekła przed wodą.
Wiedział, że musi podróżować tylko nocą.
Dlatego w dzień przykrywał się głazem.Pragnę zauważyć, że nadal w tym jest logika.
Nie miał koni, a pozostało mu mało czas na przejście na drugą stronę gór.
 Konie uciekły  w popłochu wioząc na plecach u.
Wyszedł z krainy morza. Wesołej i jakby nie zorientowanej w świecie.
Myślałam, że w krainie morza większość terenu zajmuje powierzchnia wodna, a nie góry. W sumie, ałtorka mogła równie dobrze miezkać pod tym głazem i nie mieć pojęcia jak wyglądają góry czy morze.
Tak w ogóle, od kiedy kraina może być zorientowana w świecie? Co nie czyta książek popularnonaukowych albo nawet nie wie co to są błędy językowe?
Pewnie tak...
On musiał tego dokonać.
Uszykować kanapkę, oczywiście.
Tak właśnie Nimrod z Gale End musiał ich uświadomić.
 Uświadomić w czym? Leżenie pod głazem dobrze wpływa na urodę? A może, że każda chmura jest ukrytą gotką?
Za górami zwanymi Żelaznymi leżały kraje poważne i dostojne.
Kraje te nie śmiały się, tylko spoglądały na wszystkich z pogardą. Żelazną pogardą.
Prawdziwe królestwa. Stał teraz na jednej ze skał w jeziorze Czarnym.
Skała pływała na jeziorze, unosiła się na nim niczym nie wsparta i dzielnie walczyla z ciężarem jakiegoś idioty.
Teleport mode: on.
 Niegdyś poziom wody był wyższy w nim o jakieś dwadzieścia centymetrów.
 Nimrod wiedział o tym ponieważ każdego lata, przemierzał te krainy z miarą w ręku, mierząc wszytko co popadnie.
Niegdyś, przed drugą erą jezioro nie nazywało się Czarne lecz Słoneczne.
 Bohater który prawdopodobnie żyje w trzeciej erze wie o tym, ponieważ czerpie wiedzę z powietrza.
Gdyż nawet po zachodzie błyszczało jego blaskiem i raziło czystością.
To na pewno nie był Bałtyk. Jezioro tak raziło czystością, że wypaliło wszystkie pobliskie drzewa.
 No cóż, zachód słońca nadal był tak samo piękny, lecz Nimrod nie umiał go docenić bo oznaczało to kolejną noc wędrówki.
Docenienie oznaczało kolejną noc wędrówki? Bądź nieczuły, a wszystkie twoje problemy się rozwiążą!
Ugryzł kawełek suszonego mięsa i spojrzał na góry.
Nikt nie wiedział co tam się kryje.
 Lecz krążyły plotki o plemieniu, które zwą Zanarami.
 Są to niscy ludzie.
Nazwijmy ich po imieniu: kurdupelki
Lecz bardzo wojowniczy,a kary mają brutalne.
 Wojownicze kurdupelki ninja.
Skoro oni są znaczy, że istnieją, tylko szkoda, że są  tylko plotką.
Ale to były tylko plotki ludzi Morza.
 Oczywiście, że  nikt nie miał pojęcia co/kto zamieszkuje góry. Ale o ich zwyczajach to wykazują nadzwyczajnie rozległą wiedzą, na temat czegoś co może równie dobrze nie istnieć.
Nikt z nich nie przebył.
Tylko Nimrod. Ale on wszystkich strollował ponieważ miał pierścień, więc się nie liczy.
W końcu Nimrod wstał, spakował rzeczy i dziarsko ruszył brodząc w wodzie.
 Muszę spróbować wstać podczas gdy stoję. To tak jakby podwójnie stać - jest moc.
Na swoje zielone spodnie naniósł kolejną porcję jeziornego mułu.
 blending, blending, blending.
Plecak coraz bardziej mu ciążył, a buty stawiały coraz to większy opór.
 Buty zapierały się i krzyczały "Ani kroku dalej!"
Nagle woda została zmącona
 To były tylko buty, które zaczęły okładać łydki bohatera sznurówkami.
Nimrod dobył miecza.
Wyciągnął go z gardła niczym cyrkowiec.
Lśniący, odbijający blask księżyca miecz zabłysnął.
 Od pokoleń go nie używano, lecz Nimrod dobrze przygotował się do podróży.
 Nasmarował masełkiem mieczyk, a sam zgromadził zapasy tłuszczyku.
Stare napisy zalśniły, lecz chłopak nie mógł ich odczytać.
 Powietrze nie przekazało mu mocy czytania znaków?
Zza skał wybiegła sylwetka konia.
Sylwetka  uciekała przed resztą zwierzęcia.
Czarnego jak noc konia.
 Nimrod poznał, że to czarny jak noc koń, w nocy. Zawsze mogła to być koza. Albo krowa. Koniecznie czarna.
Nie miał jeźdźca.
 Ani oczu,nosa, ogona...Za to miał na pewno smocze łuski!
Trącił NImroda przyjaźnie.
 Chłopak schował miecz i dosiadł go.
 Kierował go tylko siłą woli.
Musiał jeździć na oklep, ale to mu nie przeszkadzało.
Oczywiście, nikomu nie przeszkadzałby obity tyłek. Po prostu to był cudowny masaż.
 Wreszcie plecy odzyskały wolność, a sam Nimrod zyskał czas.
Plecy uwolnione odleciały, a na pożegnanie podarowały czas.
Koń zgrabnie przeskakiwał głazy.
A gdyby robiłby to niezgrabnie to by przez nie przechodził? Jedna noga....druga noga...
Chłopak wielokrotnie zadawał sonie pytanie kto przysłał tutaj zwierzę , a może ono uciekło.
Ten cudowny szyk zdania przywołał Sonę, aby wspólnie zastanawiała się z narratorem nad pochodzeniem czworonoga.
Jeśli tak to od kogo?
Od kurdupli zamieszkujących góry zapewne!
- Będziesz zwał się Run - powiedział głębokim głosem Nimrod.
Zważając na to, że koń zgrabnie przeskakiwał bardziej pasowałoby tu Jump.
 Jego głos pasował do dostojności krajów za Górami.
Jego głos tak samo jak kraje się nie śmiał i spoglądał na wszystkich z pogardą?
A samo Run oznaczało tajemnice po staroangielsku.
Skoro to był staro angielski, historia działa się w naszym świecie. Ja tam nie wiem czy bym chciałabym mieć możliwość spotkania się oko w oko z orkami, gollumem, Sarumanem...
Oficjalnym języku krajów za Górami.
Natomiast ludzie z krajów przed Górami, śmigali płynnie po ingliszu.

Razem przebrnęliśmy przez kolejną dawkę opowiadań z "Władcy pierścieni". Mamy nadzieję, że spodobała się analiza wszystkim czytającym. Jeżeli nie to czekamy na wszelkie wytknięcie błędów byśmy mogły się poprawić.

poniedziałek, 5 stycznia 2015

001. Eryk trans!

No to zaczynamy pierwszą analizę!
Wchodzimy do świata "Łotra". Blog, który dziś przedstawimy został otwarty w 2006 roku i ostatni post pochodzi też z owego roku. Niestety autorka opuściła nas już po czwartym poście, więc nie poznamy zakończenia historii.I dobrze. Dziś przedstawimy analizę wszystkich opublikowanych części opowiadań.
Analizę zrobiła Owca, gościnnie ze mną (Tali)

Adres do bloga tu



Nic nie zakłóciłoby mojego spokoju, gdyby nie nagły wyjazd do Minas Tirith, spowodowany poważnym zaproszeniem.
Trzeba zaznaczyć, że było to poważne zaproszenie, ponieważ nazwanie tego po prostu zaproszeniem nie wchodziło w grę.
Powołałem kilku najważniejszych gwardzistów i wraz z nimi wyjechałem ze spokojnego Ithilien w poszukiwaniu odpowiedzi na powagę Aragorna.
Rozwieszałem na prawie każdym mijanym drzewie ogłoszenie, że poszukuję odpowiedzi.
"Na powagę Aragorna"...czy tylko mi się wydaje, że główny bohater czuje przez list "powagę" osoby piszącej?
Droga przebiegła szybko.
Biegła przed nami z radością merdając ogonem i szczekając na drzewa.
Nieoczekiwanie już tego wieczoru byliśmy pod murami Białego Miasta. Zdziwiło mnie to, ze na szczycie wieży powiewały dwa sztandary. To ciekawe, a wręcz podejrzane.
To, że jest jeden król, a dwa sztandary wcale nie jest podejrzane! Po prostu król ma rozdwojenie jaźni!
Zobacz, że również narrator ma rozdwojenie jaźni. Najpierw ciekawe za chwilę podejrzane. 
 Czyżby ktoś, któryś z kuzynów Aragorna upomniał się o władzę w Gondorze?
Ja wam powiem jak to było!:
- E, kuzyn. Podziel się władzą.
Och nie, nie sądzę. – odpowiedział jasnowidz jeden z moich żołnierzy, gdy podczas nieuwagi w zadumie wypowiedziałem dręczące mnie pytanie.
Wjeżdżając do miasta stwierdziłe pewne zmiany, jakie się tam dokonały. Wszystko było takie świerze.
powietrze było takie  "świerze", że aż mucha nie siada
Nie widziałam, że miasto może być świeże? Znam inne określenia na czystość lub poprostu nowy wygląd.
 Nigdy tak nie było, gdy zamieszkiwałem Minas Tirith. To wszystko stawało się coraz bardziej podejrzane. Domy, jakieś takie bardziej bielsze, ludzie uśmiechnieci i ciągle mówili o jakiejś Erey. Imię dość dziwne, jak na kogoś, kto był na jezykach Gondoru. Z pewnością, to nie był żaden Numenorejczyk.
- ma pryszcze - powiedział jeden z mieszkańców odnośnie jakiejś Erey
Na trzecim poziomie powitała mnie moja dawna świta, ponownie zapraszając do karczmy na łyk zimnego piwa. Póki co odmówiłem, miałem nieco spraw do załatwienia z samym królem Zjednoczonego Królestwa Gondoru i Arnoru.
To nie tak, że królewskie piwo jest lepsze od tego karczmianego.
Zauważyłaś, że nadal nie wiemy kto jest głównym bohaterem?
W końcu, kiedy stanąłem przed jego obliczem, wyściskał mnie na przywitanie. Zaczął rozmowę o tym, jak to było dwa lata temu. Atakował mnie pytaniami, czemu tak dawno nie przyjeżdżałem.
Aragorn atakuje zawzięcie pytaniami przegrywającego Faramira. Jeden! Dwa! Trzy! Rundę pierwszą wygrał Aragoooorn!
Oczywiście odpowiadałem na te wszystkie pytania, kiedy nagle mój wzrok padł na prawe wejście do sali, w której przebywaliśmy.
Biedny wzrok. Tak niespodziewanie upadać na podłogę. Jeszcze przy prawym wejściu!
Ciesz się, że nie wypadł przez okno.
To tam było okno?
Stała tam piękna, ciemnowłosa dziewczyna, o rysach podobnych do Aragorna. Była delikatna, jej suknia, świerza, biała, opinała dokładnie jej tłów, luźno spadała na podłogę…
Dlaczego, w, tamtym, zdaniu, atakują, nas, przecinki?
Była piękna, a mojemu podziwowi nie było końca. Faramir widział to wszystko mimo, że miał wzrok na podłodze. Prawdopodobnie wszystko widziane z perspektywy brudnej posadzki, jest piękne i świerze.
To ma siostra. – rzekł Aragorn. – Mary Sue Ereyovyn, sprawczyni wielkiej radości w Cytadeli. – Te słowa niezwykle mnie zdziwiły. Jednak nie tak mocno jak jej imię. Jedna dziewczyna zrobiła tyle, ile nawet stado kamieniarzy hodowanych w niezwykle sterylnych warunkach w Aragornowym ogródku i innych ludzi hodowanych w piwnicy nie zrobiłoby. Byłem pod wrazeniem.
Siostra Aragorna… Dziwne.


Deszcze niespokojne.
Tutaj nie ma czasownika czy tylko mi się dwoi przed oczami przez tamten atak przecinków?
Grr. Nie jestem pewna czy dźwięk deszczu można zapisać za pomocą onomatopei, ale na pewno nie było by to "Grr"
Jak wiedziałabym, że tyle roboty mnie czeka, to nie przyjeżdżałabym do Minas. Dobrze, że Elessar ma tylu ludzi pod sobą.Wymienia ich co po godzinę, aby zbytnio się nie zmęczyli dźwiganiem jego osoby.
Cała ta renowacja Białego Miasta przyprawia mnie o dreszcze. Trwała ponad dwa lata, z czego przez ostatni miesiąc sama ją nadzorowałam, bo to prace wykończeniowe. -Tutaj filar wykończyć w stylu greckim, a tamten w stylu rzymskim!
To inaczej wyglądało! *włącza piskliwy głosik* Nieee! To ma stać tu...Albo nie jednak tam..dokładnie bardzo ładnie..albo wiecie co...lepiej było tam...*wyłącza piskliwy głosik*
Zgodnie z prośbą krasnoludów spod Góry i Morii, uświadomiłam swojego zacnego brata, o tym, że jestem jego siostrą. -Cześć jestem twoją siostrą! Teraz wyskakuj w kasy i dziel się zamkiem!
Dobrze, że przeżył ten szok. Nie wiedziałam, że siostra Aragorna chce by ten zszedł na zawał poprzez szok spowodowany jej obecnością.

Pozwolił mi zostac, a nawet dostałam swoją stałą kwaterę w komnatach królewskich. *zapisuje aby iść do milionera i powiedzieć mu, że jest jego siostrą* Ona wcale nie nie może być zdrajcą! Jest kobietą, co czyni od razu ją prawdomówną!
Nadszedł przeddzień uczty na właściwie moją cześć. Tak, no bo przecież to mój projekt, ta odnowa Cytadeli. Właściwie tak. Ta odnowa Cytadeli nie dokonałaby się beze mnie.
Wiedziałam, że przyjadą przyjaciele ze wszystkich krain Śródziemia. Nie oczekiwałam jednak, że już dzisiejszego wieczoru ktoś nawiedzi Minas Tirith. Wszyscy po prostu chcą napić się królewskiego piwa.

Wpadłam do sali królewskiej, chcą zamienić parę słów z bratem, na temat jutrzejszej uczty. Szlag by trafił… Mnie trafił! Razem z nim, przy wielkim stole siedział przystojny Gondorianin, potomek ludzi zachodu. Poznałam w nim księcia Ithilien, o którym Aragorn tyle mi opowiadał. Król poświęcił wiele godzin aby opowiedzieć mi dokładnie jak wyglądają jego przyjaciele.
Wiesz musiał powiedzieć wszystko. Jak na przykład gdzie mają pieprzyki.
Popatrzył sie na mnie. Chyba to "się" nie jest potrzebne czy może się mylę? Wiesz...zawsze mogło być ssie, więc nie narzekaj. Jego wzrok był ciepły,a usta  wyginały się w przyjaznym uśmiechu.
Wpatrywałam się w niego prawie bez końca, gdyby jednak nie to, że poczułam, że płonę rumieńcem. Znam wiele wyrażeń na to, że ktoś się rumieni, ale to pobija je wszystkie. Wybiegłam. A co. A nic. Niech se nie myśli, że mi się podoba. A wogóle, to on ma żonę. Suprajs madafaka, nie będzie romansu. I uroczego synka, który od czasu do czasu bywał z Eowiną w odwiedzinach u króla.
Przebierając sie w wojskowe łachy zerknęłam na miecz. Erey zmienia się w Eryka! Hmm. Może mały trening?
Nie zdołałem się spytać Elessara o tą damę, która wzruszyła me serce. Sam zaczął opowiadać. Dowiedziałem się aż za nadto. Aragorn mówił i mówił, nawet tak poufne rzeczy, jak jej poprzedni mężczyźni, którzy w jego oczachy zyskali miano półgłówków. - A wiesz co dał jej były na urodziny? hehe, nie uwierzysz: Kwiatka!
Zrobiła się późna godzina, a mi po prostu zachciało się spać. Przeprosiłem króla-Soraski Aragorn, ale zanudzasz- i wyszedłem.

Trening czyni mistrza, a jak! Chłopaki walczyli dobrze, byli szybcy. Ale drobna dziewczyna władająca ciężkim mieczem, była od nich szybsza i silniejsza. Ale ja nie tracąc formy byłam szybsza, i tak. *Tadammmm*Walczyliśmy długo, aż zostali zwolnieni ze służby, a ja zostałam sama. Wróciłam więc do do swej komnaty mimo tego, że nie bylam zmęczona. Pokusiłabym się o nazwanie jej robotem gdyby nie...
NO DOBRA, BYŁAM.
...Powyższe zdanie. Włączony Caps, większa jędzowatość.
Pech chciał, że ma swej drodze przyuważyłam ksiecia Faramira, który oparty o kolumnę przed swą komnatą wpatrywał się we mnie. A że wyglądałam prawie jak Easterling, dzieki swojej zbroi, to dobył miecza. Zrobiłam to samo, nie psując sobie zabawy. Zaatakowałam pierwsza.
Ciekawe czy Faramir przyuważył, że ta zbroja nie była taka "świerza" jak sukienka.
Cóż za stwór? – zastanawiałem się odpierając kolejne ataki dziwnego przybysza, który z wielką gracją zadawał ciosy. Ta szybkośc równierz mnie zadziwiła. Byłem niewiele szybszy, ledwo unikałem ciosów. W końcu stanęlismy w zwarciu. Wcześniej tylko staliśmy i machaliśmy mieczami po to by ocenić który szybciej macha.
Mów, kim jesteś, że atakujesz ksiecia Ithilien w mieście króla? – spytałem, ale nie udzielono mi odpowiedzi. – No mówże!Bo pobiegnę do króla i na skarżę, że machasz mieczem prawie tak szybko jak ja!

Powoli chwyciłam za heł i zdjęłam go, przy okazji rozpuszczając włosy. Zobaczyłam, jak wypuścił miecz z zaskoczenia. Gdyby był to szok to miecz poleciał by do góry.
Faramirze, jesteś jeszcze zbyt wolny. – powiedziałam doń bezpośrednio, z ironią w głosie. Mężczyzna się skłonił. Pewnie po miecz.Teraz nastąpił czas na szok.
Pani, wybacz, że tak zareagowałem. Wziąłem cię, za… obcego. – klęczał tak długo z pochyloną głową, że aż się zniecierpliwiłam. Aby okazać mi szacunek, a nie doprowadzić do zniecierpliwienia delikwent musi klęczeć dokładnie dwadzieścia sekund i dziesięć milisekund. Ciekawe czy będzie pamiętał o opuszczonym mieczu, a może chce by miecz też podziwiał tą świeżość?
Wstańże synu szalonego Denethora. Nie bądź taki jak on. Księciu Ithilien zaleca się, by do członków rodziny królewskiej mówił po imieniu. – stwierdziłam, gdby wstawał. Chwycił mą dłoń i ucałował. – E drogi Faramirze, ale bez takich wyskoków. Wiedz, że bardzo trudno zyskać moje zaufanie.Musisz codziennie przynosić mi kwiaty, nosić na rękach i całować po stopach. A zapomniałam o tym, że masz wyśpiewywać mi pod oknem ballady! – rzekłam odchodząc do komnaty. Musiałam. Me serce prawie wyskakiwało z piersi.

Zostałem sam, jak głupek. Erey była bardzo zimna, widać było, że nie doświadczyła zbyt wiele miłości w swym życiu. *próbuje ułożyć konstruktywny komentarz*

Przez dwa dni, gdy Faramir gościł w Minas, odbyła sie uczta.Uczta trwająca dwa dni?! Też tak chce. Było miło i owszem, ale byłam tak rozstrojona, że nawet Rohańskie skrzypce nie poderwały mnie do tańca. Rohański flet by cię poderwał *maskojarzenia*
Spędziłam także mnóstwo czasu z bratem, zwierzając się mu o wszystkim, czego ostatnio doświadczyłam. -Aragonie..chlip..złamał mi się paznokieć!- Nawet Arwena nie zwracała na to uwagi, bo była zajęta gośćmi.
Aragornie, wiedz, że ta sytuacja cholernia mnie wkurza. – stwierdziłam. Znowu zostałam zganiona za słownictow, ale on rozumiał, bo on wszystko rozumiał. Aragorn powinien nosić przydomek wyrozumiały. Pasowałoby też miły, kochający i... głupkowaty. Powiedzial tylko, żebym się nie przejmowała, bo Elbereth ma mnie w swojej opiece.
Kilka dni później, gdy tylko przetarłam rozbudzone oczy, zapukano w drzwi mojej komnaty. Wstałam i otworzyłam…*parsk* Nie! Jak ktoś puka to trzeba podlać kwiatki!
Kiedy bierzyłam co sił w nogach do królewskiej, usłyszłam czyjeś szepty za plecami. Ona ma pryszcze - mówiły. Nie przejęłam sie nimi, gdyż od czasu ostatnich nauk magicznych słyszałam różne głosy. Ogórki i pomidory mówiły w języku warzyw a natomiast owoce w języku owoców.
Aragorn nie bardzo wiedział od czego zacząć, kiedy stanęłam przed jego obliczem. W tym opowiadaniu oprócz leżącego wzroku wszystko stoi...
Oh, nie owijaj w bawełnę! Len jest lepszy jakościowo! – rozzłościłam się, kiedy zaczął coś mamrotać. Nagle, gdzieś za jego plecami ujrzałam prawie przeźroczyste kształty, dużo kształtów, jakby cienie ludzi. Wcale to nie jest dziwne, że cienie z reguły ciemne są niemal przezroczyste. Słyszałam ich głosy. Cieszyli się z czegoś i wołali moje imię. Eryk! Eryk!

…Co ty na to? – usłyszałam głos brata. Trzeba przyznać, że dialog się pojawia. Nie sądziłam, iż można zacząć od "..." To musiała wyglądać tak:
Trzy kropki, Co ty na to? - usłyszałam głos brata(narrator na stronie - dodajemy dramaturgi).
Z tej całej wizji, nad którą się skupiłam, nie zrozumialam o co mu chodziło. Myślę, że mogło chodzić o to abym zrobiła mu kanapkę.
Powtórz proszę – popatrzył się na mnie dziwnie. – Och to tylko wizja. – stęknęłam. Kiwnął głową. Aragorn-wyrozumiały.
Zaproponowałem ci wyjazd, a właściwie objazd granic Gondoru, w poszukiwaniu ostatnich band orków, których na znaleźliśmy.Chcę się ciebie pozbyć, aby tron znowu cały był mój. Ty byłabyś najskuteczniejsza. Oczywiście nie sama, a z odpowiednią drużyną.Najlepiej pierścienia! – spojrzał w bok, tuż za mną. Odwróciłam się Przez salę tronową szedł spokojni książę Ithilien. Yo, maj biczys.


Przepłynęliśmy wspólnie przez ową historię.
Jak wyszła nam wspólna analiza? Tak zła jak sam blogasek czy może choć o poziom wyżej? Prosimy o wszelką krytykę.



niedziela, 4 stycznia 2015

Arggggg..! Witajcie na pokładzie szczury lądowe!

Na początek przydałoby się przywitać.
Blog ten został stworzony z myślą, iż będziemy wytykać największe błędy blogasków z opowiadaniami wszelkiego rodzaju. Postaramy się by co tydzień w niedziele pojawiała się nowa analiza różnych opowiadań. Mamy nadzieję, że wszystkim czytelnikom spodoba się ten oto pomysł i będziecie wpadać do nas często. Oprócz tego cenimy sobie wszelką krytykę, zatem jeżeli coś wam się nie spodoba, postaramy się z całych sił poprawić nasze analizy.
Zatem czas wyruszyć na morze w poszukiwaniu opowiadań. Zaczynamy naszą przygodę!