wtorek, 4 sierpnia 2015

003. Poznasz mordercę po stroju jego! 1/3


Dzień dobry!
Dzisiaj analiza która miała się pojawić dawno temu, ale zaatakował nas amok z opka.
Będzie o duchach, niezdecydowanym narratorze i...o braku sensu.
Analizowały: Owca

http://dziennikducha.blogspot.com/


Chcę was od razu powiadomić, że to nie będzie kolejne romansidło o wampirach czy wilkołakach, żaden kolejny dubler zmierzchu czy pamiętników.
  Dajcie mi zgadnąć co to będzie.... już wiem... dramat!
To będzie coś wymyślonego spontanicznie i paranormalnie!
  Eee...rozumiem, że ałtoreczkę natchneły duchy do napisania tego?
Jeśli każde z nas zastanawia się jak to jest umrzeć i co dalej się z nami dzieje to dobrze, to ludzka reakcja spowodowana głównie lękiem.
Lękiem przed pozbawianymi logiki oraz składni zdaniami, ot co.
Każdy ma swoje wymysły, a ja zamierzam wam przedstawić mój własny pomysł.
Czyli z tego wynika, że ałtoreczka jest jednocześnie główną boChaterką...Ciekawie.
Jeśli was zaciekawi to dobrze, a jeśli znudzi to trudno- życie.
Jeśli będzie to dla was nudne, to znaczy, że macie umrzeć!
Mam wielką nadzieję, że moja amatorszczyzna zostanie jakoś doceniona, chociaż nawet na to nie liczę. 
Piszę to tylko dla zasady. WCALE nie chodzi mi o komcie.
Piszę dla przyjemności, nie ukończyłam żadnych wyższych studiów itp związanych z pisaniem. Studia pisarskie? WYŻSZE? 



Mogę płakać, lamentować, krzyczeć- tylko po co?
  Zazwyczaj jest to sposób uwalniania emocji u człowieka. Tylko po co uwalniać emocje, skoro można być nieczułą skałą?
Za każdym razem kiedy myślę w jakiej znalazłam się sytuacji mam ochotę coś rozszarpać, albo kogoś zabić.
  Rozszarpanie kogoś byłoby już kłopotliwe i niewykonalne.
Wiem, że w moim przypadku to normalne, ale nie mogę pozwolić sobie na utratę resztek świadomości. 
Ilu świadomości?
Dlatego od dzisiaj mój drogi pamiętniku będziesz wysłuchiwał każdego mojego zwierzenia.
Dzisiaj zjadłam na obiad pyzy, a wczoraj zabiłam człowieka.
Nie oczekuję, że mi to w czymś pomoże, ale mam pewność że jeśli zamieszczę tutaj moje wszystkie wspomnienia to nie zatracę siebie.
Z zatracaniem przecinka i składni to już za późno. 
Najtrudniejsze będzie tylko to, aby pamiętać żeby do ciebie zajrzeć.
W chwili gdy moje serce przestało bić, a chłód stał się mym cieniem obrałam drogę ku znalezieniu prawdy. Co mnie teraz czeka?
Mnie nie pytaj. Jesteś w opku.
Tu się może zdarzyć wszytko.Dlaczego nie znalazłam swojej latarki, promyczka, tęczy która miałaby mnie powieźć ku niebu. Jestem pewna, że niebawem wszystko się wyjaśni.

Marzeniem każdego wierzącego człowieka jest odnalezienie pozagrobowego szczęścia. W przypadku Pati było inaczej, ona wręcz nie wierzyła w to, że życie kiedyś się skończy.
Oczywiście, była jedynym wyjątkiem, który nie emował w kąciku i nie myślał, że może umrzeć. *wraca rozmyślać o śmierci*
 Była młoda, zakręcona i wiecznie zajęta imprezowaniem.
Pewnie pusto było u niej na imprezach, skoro reszta myślała o śmierci.
 Jak to studentka z dobrego domu, która nigdy nie narzekała na jakiekolwiek braki.
  Tym domem  był Gryfindor, tak?
Życie było jak z bajki, a zrezygnować z niego nie zamierzała nigdy.
Od poczęcie przecież nie spotkała jej żadna krzywda, bo było to dziecko chowane pod różowym kloszem. 
Coś się jednak wydarzyło.
  No shit Sherlock. TO jest opko więc ciężko by było by fabuła nie miała chociaż jednego "Coś się jednak wydarzyło".
Przez ostatnie dwa tygodnie czuła na sobie czyjś wzrok, miała wrażenie że coś podąża jej tropem niczym skradająca się pantera, która miała ochotę wbić swe zębiska w szyję jakiegoś jelonka.
  Dziwne było to, że owa pantera miała na to ochotę - jak wiadomo tego rodzaju drapieżnicy żywią się tylko sałatą. 
Nie czuła strachu, a przede wszystkim starała się ignorować swój instynkt bo któż przecież mógł chcieć jej krzywdy.
Wszyscy przecież pragną by Pati była szczęśliwa! Gwałciciele, mordercy i inne szuje miały na nią bana.
Szkoda tylko, że nie zdawała sobie sprawy z tego, że psychopaci, ani śmierć nie potrzebują powodów by zabrać czyjeś życie.
Ta.Dziweczyna.Była.Na.Studiach. Mimo to, mogę wywnioskować, że mentalnie ma 5 lat.
Pewnej nocy po imprezie na której trochę się spiła wracała do domu, samiusieńka.
Jej prywatni lokaje zostali wysłani, na jednodniowy urlop.
Naiwna nie zdawała sobie sprawy z tego, że ktoś może to wykorzystać.
Oczywiście ten ktoś, zaplanował sobie polowanie na konkretnie TĘ dziewczynę. Włożył jej do torby GPS, zamontował w jej książniczkowej rezydencji kamery, sprawdzał grafik jej służby tylko po to aby ją zabić. 
Droga do domu prowadziła przez ciemne uliczki, wąskie, głuche, zimne i przerażające.
  Głuche uliczki? No patrzcie, muszę być ślepa skoro nigdy nie widziałam uliczkowych uszu. A może jej chodziło o monitoring osiedlowy?
  Amok (AMOK? Serio? Ciocia wikipedia proponuje to: Amok – szał, stan niekontrolowanej emocji połączonej z żądzą mordu. Określenie to pochodzi od malajskiego/indonezyjskiego/filipińskiego słowa amuk, oznaczającego „oszalały z gniewu”) alkoholowy jednak nie pozwalał jej zauważać czyhającego niebezpieczeństwa, które czaiło się tuż za wielkim zielonym śmietnikiem, który odbijał od swojej metalowej pokrywy jedynie mały blask lampy, która niby wisząc na ścianie bloku miała oświetlać wąską uliczkę.
Szkoda, że ta lampa nie niby stała, bo zazwyczaj lampy są z chodnika. Nie ze ściany bloku.
Może i oświetlała, ale tylko mały teren.
 Może oświetlała, ale boCHaterka była niewidoma, więc nie wiedziała o tym. Ewentualnie narrator był niezdecydowany. Ja bym powiedziała, że na pewno nie oświetlała mózgu boChaterki, który był w amoku po alkoholu.
Rozpuszczone ciemne włosy falowały na zimnym wietrze rozsiewając zapach jej różanych perfum (Wcale nie pomyślałam sobie,że te włosy rozsiewają zapach śpiewając: Let it go!), a nieco drżące nogi wbite w czarne szpile zdradzały, że jest raczej zmęczona tańcem i w dodatku alkohol działał w tym momencie obezwładniając.
Alkohol rzucił się na nią wbijając ją w buty niczym zawodowy zapaśnik.
Niby czarne (ale jednak zielone) oczy rozglądały się po terenie, ale umysł dostrzegał wszystko z lekkim opóźnieniem, dlatego też nie mogła zareagować w żaden sposób na nadchodzący atak nieprzyjaciela chowającego się w ciemnym kącie. Skąd ta pewność, że to był nieprzyjaciel? Zawsze mógł być to miś Yogi chcący się przytulić...Swoją drogą skoro boCHaterka była w amoku, to dlaczego nie zaatakowała?

Mężczyzna ubrany w czarny płaszcz jak i zarówno buty, a także spodnie podążał za swoją ofiarą już dość długo.
Patrzcie, no, jaki porządny. Miał płaszcz, oraz o dziwo buty i spodnie! 
To w jakim jego cel był stanie dawało mu przewagę i szybko prześcignął jej kroki mogąc zastawić łdnia do domu.
 Pogubiłam się w tym zdaniu. Skąd było wiadomo, że to mężczyzna, skoro lampa ze ściany oświetlała tylko niewielki teren? 
Tym razem nie pomylił się znając jej naiwność i obojętność wobec wszelakich zagrożeń.
Mary Sue zawsze taka jest. Można by rzec- ofiara idealna. Nie idealną byłaby niepomalowana i o innym zapachu perfum.
Czekał chwilę, aż Pati podejdzie wystarczająco blisko, aby wyciągnąć srebrny sztylet i jednym szybkim ciosem dźgnąć w pierś.
O ile dobrze zrozumiałam on się chował w ciemnym koncie za śmietnikiem. Śledził ją od momentu jej wyjścia z imprezy, ale zaczaił się przed nią i czekał aż podejdzie do tego śmietnika, pewnie po to by obudzić bezdomnego. W końcu była w amoku, więc wszystko możliwe. Morderca obserwował jej poczynania przez podejrzewam naprawdę długi czas, tylko po to by RAZ ją dźgnąć. Ale wybredni się zrobili w obecnych czasach.
Duże onyksowe oczy rozszerzyły się w zdziwieniu, a ofiara opadła w ramiona kata.
Ona miała w tych oczach klejnoty? W sumie nie ma się co dziwić, musiały błyszczeć tak mocno, że najmocniejsza latarka była przy nich niczym.
Pantera zatopiła kły w swoim jelonku po długim okresie śledzenia, knucia i ogarnięta teraz wielkim podnieceniem.
Pati miała rogi, że była jelonkiem? A morderca kanibalem? Teraz to się staje bardziej logiczne dlaczego mężczyzna śledził ją tak długo. W końcu powszechna prawda: Im bardziej niewinna Mary Sue, tym smak lepszy.
Dziewczyna czuła przez chwilę mrowienie w opuszkach palców, a następnie kaszlnęła wypluwając z ust krew prosto na czarny kołnierz napastnika.
To w tych opuszkach zbierała się magia rozumiem? Nie zdziwię się, że za chwile ten morderca weźmie chusteczkę i zacznie się wycierać. 
Czuła jak jego silne ręce owijają jej ciało niczym splecione, grube sznury.
  Phi...Sznury?  Pnącza lepsze! 
Nie mogła się ruszyć, a ból zaczął promieniować z tego jednego miejsca. 
Skupioną wiązką wypalając dziurę w chodniku.
- Cii...- usłyszała szept, który z jakiegoś powodu złagodził jej ból.
-Leż spokojnie abym mógł zjeść twoje flaczki!- poprawił się morderca.
Jej pełne zdziwienia oczy wpatrywały się w szyję nieznajomego, a ciało zostało opuszczone na zimny bruk. Czuła zapach mocnych, męskich perfum, a następnie wzniosła wzrok wyżej by dostrzec ten wredny blady uśmiech.
Nie było szans, żeby takie coś równało się z jej wiązką bólu. Co to to nie!
Nim jednak spróbowała cokolwiek powiedzieć jej serce stanęło, a w myślach brzmiało tylko jedno słowo. "Piękny".
  Och tak, człowiek upaprany we krwi która musiała jej trysnąć z piersi, naprawdę musiał zdobyć w tym momencie tytuł najpiękniejszego mężczyzny na świecie.
Tutaj można byłoby rzec, że to był jej koniec jednak ku jej zdziwieniu otworzyła oczy, a minęła może sekunda, albo dwie.
  Oczywiście,że nie mógł być to jej koniec, ponieważ to opko o duchu, a zamienienie się w zjawowego jelonka trwało chwile moment!
Nie czuła jednak ani bólu, ani mrowienia co sprawiło iż zaczęła myśleć, że to wszystko jej się przyśniło i leży teraz w swoim łóżku.
To był jej najlepszy sen, z najprzystojniejszym mężczyzną świata!
Tak jednak nie było, albowiem  to jest opko próbując wstać poczuła pod ręką zimny bruk z którego piasek i drobne kamyczki wbijały się w wewnętrzną część dłoni.
Zdziwiła się tym bardzo, ponieważ jako Mary Sue spodziewała się ogrzewanego i czystego podłożą, aby mogła na nim ulokować swoje zacne cztery litery.
Zauważając ten fakt zaczęła szybko wstawać otrzepując swoje obcisłe spodnie z brudu.
To teraz było jasne dlaczego się dziwiła dlaczego morderca miał spodnie. Każdy bowiem dostawał jedną parę na całe życie a jak wyrośniesz nie ma rady -łazisz z gołą dupą.
Gdy tylko skończyła, rozejrzała się i dostrzegła mężczyznę ubranego w ciemny płaszcz, pochylającego się nad kimś.
Poznasz morderce po stroju jego! To znaczy: zawsze ale to zawsze ma czarny płaszcz.
W mig przypomniała sobie sytuacje sprzed chwili gdy wmawiała sobie, że to tylko był zły sen, koszmar, nic znaczącego. 
A ja wmawiam sobie, że to zdanie ma sens.
- To jakiś nonsens.- mruknęła pod nosem, a jej wymalowana twarz ukazywała zmieszanie.- To był sen, prawda? To dalej trwa... Ej koleś!
O nie, nie kochaniutka. Nonsens nie jest synonimem słowa "beznadziejne". Jest to zestawienie słów, nie mających sensu np.: Kwiaty lub siać śpiewa dusz i ciąć. Och, a więc można tak określić każde dzieło ałtoreczkowskie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz