Wchodzimy do świata "Łotra". Blog, który dziś przedstawimy został otwarty w 2006 roku i ostatni post pochodzi też z owego roku. Niestety autorka opuściła nas już po czwartym poście, więc nie poznamy zakończenia historii.I dobrze. Dziś przedstawimy analizę wszystkich opublikowanych części opowiadań.
Analizę zrobiła Owca, gościnnie ze mną (Tali)
Adres do bloga tu
Nic nie zakłóciłoby mojego spokoju, gdyby nie nagły wyjazd do Minas Tirith, spowodowany poważnym zaproszeniem.
Trzeba zaznaczyć, że było to poważne zaproszenie, ponieważ nazwanie tego po prostu zaproszeniem nie wchodziło w grę.
Powołałem kilku najważniejszych gwardzistów i wraz z nimi wyjechałem ze spokojnego Ithilien w poszukiwaniu odpowiedzi na powagę Aragorna.
Rozwieszałem na prawie każdym mijanym drzewie ogłoszenie, że poszukuję odpowiedzi.
"Na powagę Aragorna"...czy tylko mi się wydaje, że główny bohater czuje przez list "powagę" osoby piszącej?
Droga przebiegła szybko.
Biegła przed nami z radością merdając ogonem i szczekając na drzewa.
Nieoczekiwanie już tego wieczoru byliśmy pod murami Białego Miasta. Zdziwiło mnie to, ze na szczycie wieży powiewały dwa sztandary. To ciekawe, a wręcz podejrzane.
To, że jest jeden król, a dwa sztandary wcale nie jest podejrzane! Po prostu król ma rozdwojenie jaźni!
Zobacz, że również narrator ma rozdwojenie jaźni. Najpierw ciekawe za chwilę podejrzane.
Czyżby ktoś, któryś z kuzynów Aragorna upomniał się o władzę w Gondorze?
Ja wam powiem jak to było!:
- E, kuzyn. Podziel się władzą.
Och nie, nie sądzę. – odpowiedział jasnowidz jeden z moich żołnierzy, gdy podczas nieuwagi w zadumie wypowiedziałem dręczące mnie pytanie.
Wjeżdżając do miasta stwierdziłe pewne zmiany, jakie się tam dokonały. Wszystko było takie świerze.
powietrze było takie "świerze", że aż mucha nie siada
Nie widziałam, że miasto może być świeże? Znam inne określenia na czystość lub poprostu nowy wygląd.
Nigdy tak nie było, gdy zamieszkiwałem Minas Tirith. To wszystko stawało się coraz bardziej podejrzane. Domy, jakieś takie bardziej bielsze, ludzie uśmiechnieci i ciągle mówili o jakiejś Erey. Imię dość dziwne, jak na kogoś, kto był na jezykach Gondoru. Z pewnością, to nie był żaden Numenorejczyk.
- ma pryszcze - powiedział jeden z mieszkańców odnośnie jakiejś Erey
Na trzecim poziomie powitała mnie moja dawna świta, ponownie zapraszając do karczmy na łyk zimnego piwa. Póki co odmówiłem, miałem nieco spraw do załatwienia z samym królem Zjednoczonego Królestwa Gondoru i Arnoru.
To nie tak, że królewskie piwo jest lepsze od tego karczmianego.
Zauważyłaś, że nadal nie wiemy kto jest głównym bohaterem?
W końcu, kiedy stanąłem przed jego obliczem, wyściskał mnie na przywitanie. Zaczął rozmowę o tym, jak to było dwa lata temu. Atakował mnie pytaniami, czemu tak dawno nie przyjeżdżałem.
Aragorn atakuje zawzięcie pytaniami przegrywającego Faramira. Jeden! Dwa! Trzy! Rundę pierwszą wygrał Aragoooorn!
Oczywiście odpowiadałem na te wszystkie pytania, kiedy nagle mój wzrok padł na prawe wejście do sali, w której przebywaliśmy.
Biedny wzrok. Tak niespodziewanie upadać na podłogę. Jeszcze przy prawym wejściu!
Ciesz się, że nie wypadł przez okno.
To tam było okno?
Stała tam piękna, ciemnowłosa dziewczyna, o rysach podobnych do Aragorna. Była delikatna, jej suknia, świerza, biała, opinała dokładnie jej tłów, luźno spadała na podłogę…
Dlaczego, w, tamtym, zdaniu, atakują, nas, przecinki?
Była piękna, a mojemu podziwowi nie było końca. Faramir widział to wszystko mimo, że miał wzrok na podłodze. Prawdopodobnie wszystko widziane z perspektywy brudnej posadzki, jest piękne i świerze.
To ma siostra. – rzekł Aragorn. – Mary Sue Ereyovyn, sprawczyni wielkiej radości w Cytadeli. – Te słowa niezwykle mnie zdziwiły. Jednak nie tak mocno jak jej imię. Jedna dziewczyna zrobiła tyle, ile nawet stado kamieniarzy hodowanych w niezwykle sterylnych warunkach w Aragornowym ogródku i innych ludzi hodowanych w piwnicy nie zrobiłoby. Byłem pod wrazeniem.
Siostra Aragorna… Dziwne.
Deszcze niespokojne.
Tutaj nie ma czasownika czy tylko mi się dwoi przed oczami przez tamten atak przecinków?
Grr. Nie jestem pewna czy dźwięk deszczu można zapisać za pomocą onomatopei, ale na pewno nie było by to "Grr"
Jak wiedziałabym, że tyle roboty mnie czeka, to nie przyjeżdżałabym do Minas. Dobrze, że Elessar ma tylu ludzi pod sobą.Wymienia ich co po godzinę, aby zbytnio się nie zmęczyli dźwiganiem jego osoby.
Cała ta renowacja Białego Miasta przyprawia mnie o dreszcze. Trwała ponad dwa lata, z czego przez ostatni miesiąc sama ją nadzorowałam, bo to prace wykończeniowe. -Tutaj filar wykończyć w stylu greckim, a tamten w stylu rzymskim!
To inaczej wyglądało! *włącza piskliwy głosik* Nieee! To ma stać tu...Albo nie jednak tam..dokładnie bardzo ładnie..albo wiecie co...lepiej było tam...*wyłącza piskliwy głosik*
Zgodnie z prośbą krasnoludów spod Góry i Morii, uświadomiłam swojego zacnego brata, o tym, że jestem jego siostrą. -Cześć jestem twoją siostrą! Teraz wyskakuj w kasy i dziel się zamkiem!
Dobrze, że przeżył ten szok. Nie wiedziałam, że siostra Aragorna chce by ten zszedł na zawał poprzez szok spowodowany jej obecnością.
Pozwolił mi zostac, a nawet dostałam swoją stałą kwaterę w komnatach królewskich. *zapisuje aby iść do milionera i powiedzieć mu, że jest jego siostrą* Ona wcale nie nie może być zdrajcą! Jest kobietą, co czyni od razu ją prawdomówną!
Nadszedł przeddzień uczty na właściwie moją cześć. Tak, no bo przecież to mój projekt, ta odnowa Cytadeli. Właściwie tak. Ta odnowa Cytadeli nie dokonałaby się beze mnie.
Wiedziałam, że przyjadą przyjaciele ze wszystkich krain Śródziemia. Nie oczekiwałam jednak, że już dzisiejszego wieczoru ktoś nawiedzi Minas Tirith. Wszyscy po prostu chcą napić się królewskiego piwa.
Wpadłam do sali królewskiej, chcą zamienić parę słów z bratem, na temat jutrzejszej uczty. Szlag by trafił… Mnie trafił! Razem z nim, przy wielkim stole siedział przystojny Gondorianin, potomek ludzi zachodu. Poznałam w nim księcia Ithilien, o którym Aragorn tyle mi opowiadał. Król poświęcił wiele godzin aby opowiedzieć mi dokładnie jak wyglądają jego przyjaciele.
Wiesz musiał powiedzieć wszystko. Jak na przykład gdzie mają pieprzyki.
Popatrzył sie na mnie. Chyba to "się" nie jest potrzebne czy może się mylę? Wiesz...zawsze mogło być ssie, więc nie narzekaj. Jego wzrok był ciepły,a usta wyginały się w przyjaznym uśmiechu.
Wpatrywałam się w niego prawie bez końca, gdyby jednak nie to, że poczułam, że płonę rumieńcem. Znam wiele wyrażeń na to, że ktoś się rumieni, ale to pobija je wszystkie. Wybiegłam. A co. A nic. Niech se nie myśli, że mi się podoba. A wogóle, to on ma żonę. Suprajs madafaka, nie będzie romansu. I uroczego synka, który od czasu do czasu bywał z Eowiną w odwiedzinach u króla.
Przebierając sie w wojskowe łachy zerknęłam na miecz. Erey zmienia się w Eryka! Hmm. Może mały trening?
Nie zdołałem się spytać Elessara o tą damę, która wzruszyła me serce. Sam zaczął opowiadać. Dowiedziałem się aż za nadto. Aragorn mówił i mówił, nawet tak poufne rzeczy, jak jej poprzedni mężczyźni, którzy w jego oczachy zyskali miano półgłówków. - A wiesz co dał jej były na urodziny? hehe, nie uwierzysz: Kwiatka!
Zrobiła się późna godzina, a mi po prostu zachciało się spać. Przeprosiłem króla-Soraski Aragorn, ale zanudzasz- i wyszedłem.
Trening czyni mistrza, a jak! Chłopaki walczyli dobrze, byli szybcy. Ale drobna dziewczyna władająca ciężkim mieczem, była od nich szybsza i silniejsza. Ale ja nie tracąc formy byłam szybsza, i tak. *Tadammmm*Walczyliśmy długo, aż zostali zwolnieni ze służby, a ja zostałam sama. Wróciłam więc do do swej komnaty mimo tego, że nie bylam zmęczona. Pokusiłabym się o nazwanie jej robotem gdyby nie...
NO DOBRA, BYŁAM.
...Powyższe zdanie. Włączony Caps, większa jędzowatość.
Pech chciał, że ma swej drodze przyuważyłam ksiecia Faramira, który oparty o kolumnę przed swą komnatą wpatrywał się we mnie. A że wyglądałam prawie jak Easterling, dzieki swojej zbroi, to dobył miecza. Zrobiłam to samo, nie psując sobie zabawy. Zaatakowałam pierwsza.
Ciekawe czy Faramir przyuważył, że ta zbroja nie była taka "świerza" jak sukienka.
Cóż za stwór? – zastanawiałem się odpierając kolejne ataki dziwnego przybysza, który z wielką gracją zadawał ciosy. Ta szybkośc równierz mnie zadziwiła. Byłem niewiele szybszy, ledwo unikałem ciosów. W końcu stanęlismy w zwarciu. Wcześniej tylko staliśmy i machaliśmy mieczami po to by ocenić który szybciej macha.
Mów, kim jesteś, że atakujesz ksiecia Ithilien w mieście króla? – spytałem, ale nie udzielono mi odpowiedzi. – No mówże!Bo pobiegnę do króla i na skarżę, że machasz mieczem prawie tak szybko jak ja!
Powoli chwyciłam za heł i zdjęłam go, przy okazji rozpuszczając włosy. Zobaczyłam, jak wypuścił miecz z zaskoczenia. Gdyby był to szok to miecz poleciał by do góry.
Faramirze, jesteś jeszcze zbyt wolny. – powiedziałam doń bezpośrednio, z ironią w głosie. Mężczyzna się skłonił. Pewnie po miecz.Teraz nastąpił czas na szok.
Pani, wybacz, że tak zareagowałem. Wziąłem cię, za… obcego. – klęczał tak długo z pochyloną głową, że aż się zniecierpliwiłam. Aby okazać mi szacunek, a nie doprowadzić do zniecierpliwienia delikwent musi klęczeć dokładnie dwadzieścia sekund i dziesięć milisekund. Ciekawe czy będzie pamiętał o opuszczonym mieczu, a może chce by miecz też podziwiał tą świeżość?
Wstańże synu szalonego Denethora. Nie bądź taki jak on. Księciu Ithilien zaleca się, by do członków rodziny królewskiej mówił po imieniu. – stwierdziłam, gdby wstawał. Chwycił mą dłoń i ucałował. – E drogi Faramirze, ale bez takich wyskoków. Wiedz, że bardzo trudno zyskać moje zaufanie.Musisz codziennie przynosić mi kwiaty, nosić na rękach i całować po stopach. A zapomniałam o tym, że masz wyśpiewywać mi pod oknem ballady! – rzekłam odchodząc do komnaty. Musiałam. Me serce prawie wyskakiwało z piersi.
Zostałem sam, jak głupek. Erey była bardzo zimna, widać było, że nie doświadczyła zbyt wiele miłości w swym życiu. *próbuje ułożyć konstruktywny komentarz*
Przez dwa dni, gdy Faramir gościł w Minas, odbyła sie uczta.Uczta trwająca dwa dni?! Też tak chce. Było miło i owszem, ale byłam tak rozstrojona, że nawet Rohańskie skrzypce nie poderwały mnie do tańca. Rohański flet by cię poderwał *maskojarzenia*
Spędziłam także mnóstwo czasu z bratem, zwierzając się mu o wszystkim, czego ostatnio doświadczyłam. -Aragonie..chlip..złamał mi się paznokieć!- Nawet Arwena nie zwracała na to uwagi, bo była zajęta gośćmi.
Aragornie, wiedz, że ta sytuacja cholernia mnie wkurza. – stwierdziłam. Znowu zostałam zganiona za słownictow, ale on rozumiał, bo on wszystko rozumiał. Aragorn powinien nosić przydomek wyrozumiały. Pasowałoby też miły, kochający i... głupkowaty. Powiedzial tylko, żebym się nie przejmowała, bo Elbereth ma mnie w swojej opiece.
Kilka dni później, gdy tylko przetarłam rozbudzone oczy, zapukano w drzwi mojej komnaty. Wstałam i otworzyłam…*parsk* Nie! Jak ktoś puka to trzeba podlać kwiatki!
Kiedy bierzyłam co sił w nogach do królewskiej, usłyszłam czyjeś szepty za plecami. Ona ma pryszcze - mówiły. Nie przejęłam sie nimi, gdyż od czasu ostatnich nauk magicznych słyszałam różne głosy. Ogórki i pomidory mówiły w języku warzyw a natomiast owoce w języku owoców.
Aragorn nie bardzo wiedział od czego zacząć, kiedy stanęłam przed jego obliczem. W tym opowiadaniu oprócz leżącego wzroku wszystko stoi...
Oh, nie owijaj w bawełnę! Len jest lepszy jakościowo! – rozzłościłam się, kiedy zaczął coś mamrotać. Nagle, gdzieś za jego plecami ujrzałam prawie przeźroczyste kształty, dużo kształtów, jakby cienie ludzi. Wcale to nie jest dziwne, że cienie z reguły ciemne są niemal przezroczyste. Słyszałam ich głosy. Cieszyli się z czegoś i wołali moje imię. Eryk! Eryk!
…Co ty na to? – usłyszałam głos brata. Trzeba przyznać, że dialog się pojawia. Nie sądziłam, iż można zacząć od "..." To musiała wyglądać tak:
Trzy kropki, Co ty na to? - usłyszałam głos brata(narrator na stronie - dodajemy dramaturgi).
Z tej całej wizji, nad którą się skupiłam, nie zrozumialam o co mu chodziło. Myślę, że mogło chodzić o to abym zrobiła mu kanapkę.
Powtórz proszę – popatrzył się na mnie dziwnie. – Och to tylko wizja. – stęknęłam. Kiwnął głową. Aragorn-wyrozumiały.
Zaproponowałem ci wyjazd, a właściwie objazd granic Gondoru, w poszukiwaniu ostatnich band orków, których na znaleźliśmy.Chcę się ciebie pozbyć, aby tron znowu cały był mój. Ty byłabyś najskuteczniejsza. Oczywiście nie sama, a z odpowiednią drużyną.Najlepiej pierścienia! – spojrzał w bok, tuż za mną. Odwróciłam się Przez salę tronową szedł spokojni książę Ithilien. Yo, maj biczys.
Przepłynęliśmy wspólnie przez ową historię.
Jak wyszła nam wspólna analiza? Tak zła jak sam blogasek czy może choć o poziom wyżej? Prosimy o wszelką krytykę.
Jak wyszła nam wspólna analiza? Tak zła jak sam blogasek czy może choć o poziom wyżej? Prosimy o wszelką krytykę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz